Archiwum

Tag Archives: warsztat mediewisty

Blog ten leżał odłogiem przez bardzo długo czas. Czy uda mi się go reaktywować w pełni, trudno powiedzieć. Dzieje się bardzo dużo, a i ja w ciągu ostatnich dwóch lat odszedłem od zagadnień krążących wokół, z grubsza ujmując – filologii w sieci w stronę edycji (jednak) papierowych – ukazały się m.in. Żywot Pana Jezu KrystaMęka Pana Jezusowa, a także pierwszy tom faksymilowej serii modlitewników z serii  Libri Precationum Illuminati Poloniae Veteris.

Brałem jednak udział w projekcie, który jeszcze się nie zakończył, ale wszystko wskazuje na to, że – jeśli efekt finalny okaże się taki, jakim jest w zamierzeniach – filologowie i historycy otrzymają kapitalne narzędzie do porównywania łacińskich tekstów.

Mowa tu o projekcie finansowanym przez NCN (Nr 11H 12 0511 81) kierowanym przez prof. Tomasza Jasińskiego: Program komputerowy nowej generacji do analizy łacińskich tekstów narracyjnych i dokumentowych wraz z elektroniczną bazą tekstów i bazą urzędników państwa polskiego XII-XVIII w.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej – jakiś czas temu ukazał się najnowszy numer (2014, nr XLV) Rocznika Biblioteki Narodowej, gdzie prof. Jasiński w artykule Informatyka w służbie filologii łacińskiej i historii zdradza tajniki pracy nad przygotowywanym programem. Bardzo polecam.

Wpadł mi ponownie w ręce pewien tekst sprzed lat pięciu, pod tytułem Multimedia a wydawanie tekstów staropolskich. Pytania o przyszłość opublikowany w tomie poświęconym profesorowi Wacławowi Twardzikowi z okazji jego siedemdziesiątych urodzin – Amoenitates vel lepores philologiae, Kraków, Instytut Języka Polskiego PAN i Wydawnictwo LEXIS, 2007, s.149-159.

Jest to artykuł zbiorowy, podpisany przez Koło Miłośników Historii Języka Polskiego (przy Zakładzie Historii języka Polskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu). W zespół autorów weszli Magdalena Kierkowicz, Mariusz Leńczuk, Tomasz Mika, Karolina Nowak, Piotr Reiss, Dorota Rojszczak i Kinga Zalejarz, przy współpracy redakcyjnej Magdaleny Błaszczyk.

Artykuł ten porusza kilka wątków, nad którymi sam się zastanawiam od pewnego czasu.

W pierwszej części tekstu, przy okazji słów o Bibliotece zabytków polskiego piśmiennictwa średniowiecznego pada zdanie (s. 150):

„Jesteśmy przekonani – znamy bowiem możliwości owego, jak go określa Wacław Twardzik, „wszystkożernego komputra” – że wraz z owym wydaniem [czyli Biblioteki zabytków – R.W.] skończył się tradycyjny podział edycji zabytków staropolskich na naukowe i popularne, mniej lub bardziej obudowane aparatem krytycznym, a co za tym idzie, skierowane do różnych grup odbiorców w zależności od ich kompetencji i potrzeb”.

Całkowicie bym się z tym zgodził, gdyby nie małe „ale”.

Od opublikowania BZPPŚ minęło sześć lat. Sześć lat w świecie dzisiejszych technologii to bardzo dużo.

Publikacja ukazała się na płycie DVD. To nośnik bardzo nietrwały, czego przykładem są płyty, na których nagrywano swego czasu zdigitalizowane materiały w bibliotekach. Obecnie oprogramowanie potrzebne do ich odtworzenia jest tak przestarzałe, że nie da się tych płyt obejrzeć na nowym sprzęcie. Obawiam się, że za kilka lat podobny los spotkać może i BZPPŚ. Przeciętny użytkownik nie będzie w stanie na swoim domowym „wszystkożernym komputrze” odtworzyć zawartości tej płyty. Tym samym jakokolwiek podział na jakąkolwiek edycję nie będzie miał znaczenia, skoro i tak nie będzie można jej zobaczyć.

Niepokoi mnie także bardzo mała ilość odsyłaczy do tej publikacji po wpisaniu jej w wyszukiwarkę (Google). Ta niewątplwie przełomowa publikacja w historii polskich edycji literatury średniowiecznej i staropolskiej mimo tak długiego czasu, jaki upłynął od chwili wydania – jest właściwie nieobecna w świecie wirtualnym. Spędziłem dziś pół dnia i nie udało mi się znaleźć żadnej opinii, żadnej recenzji, informacji o wymaganiach sprzętowych, nie mówiąc już o tym, że chciałbym, by była ona, choćby płatnie, dostępna onilne. Jest tu zatem pewien paradoks, iż edycja nowatorska, stworzona z myślą o obecności w świecie wirtualnym, w tymże świecie istnieje śladowo (lub ja nie potrafię więcej informacji odnaleźć – tak też może być).

Autorzy artykułu w dalszej jego części piszą o sześciu, nazwijmy je, ścieżkach, które umożliwiają nowe technologie. Z ich dokładnym opisem można się zapoznać online pod podanym niżej linkiem.

Jakie to są ścieżki, wskazane przez badaczy? Poniżej przedstawiam zasadnicze kwestie podjęte przez autorów, częściowo są to cytaty, których (ze względu na czytelność tekstu) nie zaznaczam.

1. Czytelnik multimedialnego wydania tekstu staropolskiego będzie miał prawo decydowania o postaci wydania, z którym obcuje. Czy to będzie transkrypcja, transliteracja, współczesne tłumaczenie, tekst z przypisami czy bez.

Całkowicie się zgadzam. Jest to możliwe i w wielu ośrodkach na świecie trwają już prace nad tym.

2. Studenci, amatorzy – będą mogli sami korzystać z przewodników online (e-learningowych przewodników) – dzięki nim sami będą mogli ćwiczyć transkrypcję itd.

Zgadzam się. Już są takie strony w internecie. Kilka z nich :: omawiałem :: już na tym blogu, jak choćby Interactive Album of Medieval Paleography.

3. Wydanie będzie miało charakter otwarty – czyli czytelnicy będą mieli prawo rozszerzać je, poprawiać, uzupełniać, wskazywać błędy.

Zgadzam się, choć jednocześnie jestem pełen wątpliwości, o których za chwilę.

4. Przeszukiwanie tekstu stanie się możliwe wzdłuż i wszerz, będzie przy tym bardzo proste, co umożliwią elektroniczne indeksy.

Zgadzam się.

5. W pełni wykorzystane zostaną elektroniczne przypisy i odsyłacze, wykorzystujące mechanizm działania tzw. hiperłącza.

Zgadzam się.

6. Autorzy uważają, że tekstom staropolskim (zwłaszcza średniowiecznym) powinno towarzyszyć filologiczne tłumaczenie na polszczyznę współczesną.

Zgadzam się.

Dlaczego zatem w ogóle pojawił się ten post i lekuchno zasygnalizowane moje wątpliwości?

Moje wątpliwości odnoszą się do dwóch zagadnień. Po pierwsze, trwałości tego, co zamieszczamy w internecie. Po drugie, punktu trzeciego.

Książka postawiona na półce stać tam będzie dopóty, dopóki nie ulegnie zniszczeniu. Jej słabością (ale też siłą) jest to, iż zamieszczoną w niej edycję podważyć można jedynie w innej książce, artykule itd. Edycja, którą można wciąż udoskonalać – jeśli zamieszczona online – wciąż będzie dążyć do doskonałości, będzie ewoluować. I to jest idea, która mi się bardzo podoba. Z jednym „ale”.

W dzisiejszej rzeczywistości nie wyobrażam sobie, by można było być administratorem takich projektów „po wsze czasy”. Uwagi, komentarze i poprawki dokonywane online – muszą być zatwierdzane przez osoby kompetentne – w przypadku projektów ściśle naukowych nie można pozwolić na działanie w stylu wikipedii. Jak dla mnie – wszystko gra przez kilka lat. Ale co się stanie za lat kilkanaście? Za dwadzieścia? Co się stanie, gdy zakład odpowiedzialny za powstanie projektu zostanie rozwiązany, badacze wymrą, zachorują, zmienią zainteresowania? Co się stanie z projektem na serwerze? Będzie aktualizowany? Będzie wisiał w nieskończoność? W dzisiejszych realiach, pogoni za punktami, za publikacjami, za nowymi grantami i projektami – nie wierzę. By zajmować  sie starym projektem – ktoś musi komuś za to płacić. Tymczasem po zamknięciu jednego, zaczynamy rozglądać się za nowym.

Czy to oznacza, że jestem przeciwnikiem edycji online, a zwolennikiem wydań tradycyjnych? Nie. Oznacza to tylko, że mam wątpliwości. I że mogą powstawać projekty, które, choć genialne i doskonałe, mogą okazać się nietrwałe z przyczyn technicznych.

Internet i cała technologia rozwija się bardzo dynamicznie. Czasem można powiedzieć, że ZBYT dynamicznie. Tymczasem edycje tekstów średniowiecznych, staropolskich, humanistyka w ogóle – potrzebują czasu, by się zadomowić, muszą zostać przemyślane, obejrzane, porównane – by zyskać jakiś odzew. Najlepszym dowodem jest BZPPŚ. Minęło sześć lat, a reakcji na to przełomowe wydanie – jak na lekarstwo. Tymczasem sześć, dziesięć lat w ewolucji internetu – to jak stulecia całe. Przypomnijmy sobie, jak internet wyglądał w roku 1999, a jak wygląda teraz, w roku 2012. Refleksja nad tym, co jest zamieszczone online nie jest w stanie nadążyć za rozwojem technologicznym. Istnieje zagrożenie, że świetne teksty, edycje opublikowane w sieci, nie zyskają odzewu – bo na to potrzebny jest czas.

Autorzy przywołują również zagraniczne projekty:

Burnet Psalter, który można zobaczyć :: tutaj ::

Paris Psalter – być może znaleźć go można :: tutaj :: lecz nie wyświetla się pod adresem podanym w artykule.

St. Albans Psalter, który można zobaczyć :: tutaj ::

Na końcu swego artykułu, w przypisie 27, autorzy zapraszają do dyskusji na swojej stronie – dyskusji na temat otwartych pytań postawionych w artykule.

Sprawdziłem.

Pod tym adresem <http://http://www.kmhjp.org/&gt; już się nic nie wyświetla.

[A z zupełnie innej beczki – do Amoenitates vel lepores philologiae zajrzeć warto, a nawet trzeba, bo i innych zacnych tekstów jest tam moc].

***

Biblioteka zabytków polskiego piśmiennictwa średniowiecznego, oprac. zespół pod kierunkiem W. Twardzika, IJP PAN, Kraków 2006 (płyta DVD).

Artykuł Multimedia a wydawanie tekstów staropolskich. Pytania o przyszłość dostępny jest także online w Repozytorium Cyfrowym Instytutów Naukowych, czyli :: tutaj ::

Przeczytałem niedawno abstrakt tekstu prof. Tomasza Jasińskiego (UAM, Biblioteka Kórnicka).

Tekst ów nosi tytuł Biblioteka cyfrowa i informatyka w warsztacie mediewisty i jest znakomitym wstępem dla każdego, kto w ogóle jeszcze się zastanawia, czy żyjemy w czasach rewolucji na miarę wynalezienia druku przez Gutenberga.

Obok przedstawienia podstawowych zalet internetu i nowych technologii dla każdego, kto zajmuje się mediewistyką, Jasiński napisał też kilka takich zdań:

„Najstarsza generacja mediewistów w ogóle nie korzysta z dobrodziejstw informatyki i digitalizacji. Pozostał 95% mediewistów korzysta z dobrodziejstw informatyki w bardzo ograniczonym stopniu. Wykorzystują oni komputer jako maszynę do pisania, zamawiają książki w bibliotece poprzez internet, korzystają z poczty elektronicznej, a czasami nawet sięgają do jakiejś bazy z bibliografią czy tekstami źródłowymi.”

Ma rację?

%d blogerów lubi to: